
Imię, które się skręca: etymologia greckiego ?????
Greckie Kirke (Kírk) jest słowem, które wymyka się prostej genealogii. W aparacie filologicznym najczęściej powraca dwojakie skojarzenie. Z jednej strony rzeczownik Kirke - krogulec, ptak drapieżny z rodziny jastrzębiowatych, którego widać w kompozycjach wazowych obok scen polowania. Z drugiej czasownik Kirke - "skręcać", "zaplątywać", "wić w pętlę". Słownik Liddell-Scott-Jones notuje oba znaczenia jako bliskie tematycznie i pokrewne przez wspólną prahistorię ruchu kolistego: krogulec krąży nad ofiarą, sznur zaciska się spiralnie, śpiew owija się wokół słuchacza.
To etymologiczne pole "drapieżność i pętla" odbija się w sposobie, w jaki Kirke działa w narracji. Nie atakuje frontalnie. Nie odpycha. Otacza. Towarzyszka Odyseusza, kiedy jeszcze nie wiadomo, kim jest gospodyni, opisuje pałac na Aiai jako miejsce, w którym "lwy i wilki są łagodne, jakby ktoś je oswoił" (X.212?215). Oswojenie odbywa się tu po cichu, przez bliskość, przez powolne osaczanie. Imię uprzedza akcję.
Filolodzy dwudziestowieczni - od Felixa Bölte przez Waltera Burkerta po nowsze prace Roberta Bealesa - sygnalizują też możliwą orientalną warstwę imienia. Kirke jest córką Heliosa i mieszka na wyspie położonej na wschodzie, na rubieży świata greckiego, blisko Kolchidy, ojczyzny Medei. Kuzynki, obie znające zioła, obie niebezpieczne dla podróżujących. Imię, które oznacza "skręcanie", trzyma je razem etymologicznie.
Pierwsza broń - głos zanim sięgnie po różdżkę
Najczęściej pomijany szczegół tej sceny brzmi tak: zanim Kirke pojawi się na scenie wizualnie, słyszymy ją. W wersach X.220?223 Polites, jeden z towarzyszy Odyseusza, mówi do reszty grupy: ?Słuchajcie, ktoś tam śpiewa pięknie przy krośnie, cała sala dźwięczy. Zawołajmy". Decyzja o wejściu zapada na podstawie głosu. Nie zapachu jedzenia, nie błysku światła, nie znaku gościnności ? tylko śpiewu wpadającego przez ścianę. Homer poświęca temu szczegółowi kilka słów i nie wraca do niego więcej, jakby uznał sprawę za rozstrzygniętą: ofiary same przyszły, słysząc.
To rzadki w eposie homeryckim moment, w którym narracja przyznaje pierwszeństwo dźwiękowi przed obrazem. Iliada żyje wzrokiem - tarcze, hełmy, krwawe pióropusze. Odyseja zaczyna otwierać miejsce na inne zmysły, a scena z Kirke jest tu skrajnym przypadkiem. Działanie zaczyna się od fali akustycznej, która dochodzi przez przegrodę architektoniczną. Słuchanie to sposób, w jaki bohaterowie podejmują decyzję jeszcze zanim zobaczą, kogo słuchają.
Późniejsza tradycja zauważyła ten gest. W księdze VII Eneidy (wersy 10-24) Wergiliusz każe towarzyszom Eneasza nocą minąć wybrzeże Aiai i słyszeć stamtąd ?wycie zamienionych ludzi". Znowu dźwięk, znowu przez ścianę ? tylko teraz to skarga zamiast śpiewu. Wergiliusz odwraca polaryzację Homera: ten sam akustyczny próg działa raz na zwabienie, raz na ostrzeżenie. Reszta różdżek, mikstur i ziół przyjdzie później. Pierwsza broń Kirke, ta, która podejmuje decyzję za bohatera, zawsze przechodzi przez ucho.
Pharmakon - pierwsza farmaceutka literatury europejskiej
Wino, które Kirke podaje gościom, nie jest po prostu trucizną. Homer w wersach X.234?236 nazywa to konkretnie: ?????, ?????, ?????, ???? i ??????? ? ziarno, wino, ser, miód i ?środki", o których słownik Liddell-Scott-Jones notuje, że oznaczały zarówno lekarstwo, jak i truciznę, w zależności od dawki i intencji. Greckie ???????? jest słowem, które Jacques Derrida sześć wieków później uczyni osią eseju o Platońskim Fajdrosie ; w VIII wieku przed naszą erą jest już kategorią praktyczną. Kirke obsługuje pełen zakres tej dwuznaczności.
Walter Burkert w Greek Religion (1985) umieszcza Kirke wśród figur granicznych - postaci, które poruszają się między kuchnią, medycyną a kultem. Marcel Detienne w Les Jardins d'Adonis (1972) idzie dalej i czyta Kirke jako uosobienie wiedzy o roślinach, która w klasycznej Grecji była przede wszystkim wiedzą kobiecą i domową. Ogród, kuchnia, apteka i obrzęd nie były w ósmym wieku osobnymi pomieszczeniami. Kirke zarządza nimi wszystkimi naraz.
Ten sam epizod zawiera też pierwszą historię antidotum. Hermes pojawia się przed Odyseuszem i daje mu roślinę ? moly, ?czarną u korzenia, kwiat jak mleko", trudną do wyrwania dla śmiertelnika (X.302-306). Homerowy moly nie ma realnego odpowiednika botanicznego, pozostaje literacki, ale pełni funkcję, która stanie się wzorcem dla całej europejskiej tradycji medycznej: substancja podana w odpowiednim momencie odwraca działanie wcześniejszej substancji. Pharmakon kontra pharmakon. Pierwsza scena farmakologii porównawczej w literaturze Zachodu rozgrywa się w pałacu kobiety, którą tradycja nazwie potem czarodziejką.
Owidiusz i Wergiliusz - kiedy Kirke staje się antagonistką
W Metamorfozach Owidiusza, w księdze XIV, Kirke wykonuje ruch, którego nie zrobiła u Homera. Dotąd była gospodynią - niebezpieczną, ale stacjonarną, czekającą, aż goście sami przyjdą. Owidiusz pokazuje ją w działaniu zaczepnym. Zakochana w bogu morskim Glaukosie, który odrzuca jej zaloty, zamienia jego ukochaną Skyllę w potwora o psich pyskach przy biodrach. To nie jest reakcja na intruza - to atak prewencyjny przeciwko rywalce. Kilka wersów dalej Kirke odrzuca wzajemność króla Pikusa i zamienia go w dzięcioła, ptaka, którego stukot stanie się odtąd dźwiękiem jej imienia w akustycznej pamięci łacińskiej.
Owidiusz robi tu coś, co zmieni recepcję postaci na półtora tysiąca lat: czyni Kirke aktywną i zazdrosną. U Homera Kirke nie pożąda, nie zazdrości, nie planuje. Jest. U Owidiusza zaczyna chcieć i zaczyna przegrywać - bo Glaukos, Pikus i wreszcie Odyseusz sami z niej znikają. Latyńska Kirke staje się postacią, którą można obwinić. To ważne, bo cała późniejsza ikonografia, od średniowiecza do prerafaelitów, opiera się raczej na owidiańskiej Kirke niż na homeryckiej. Kobieta z różdżką i pucharem trucizny ? to obraz Owidiusza, nie Homera.
Wergiliusz dorzuca rzecz innego rodzaju. W Eneidzie VII flota Eneasza nie zatrzymuje się na Aiai. Bohater ma ważniejszy cel: założenie Rzymu. Kirke jest miejscem, które się omija. Ten gest ominięcia - pierwszy w europejskiej tradycji - zostaje zapamiętany. Od tego momentu w historii literatury istnieje wybór: zatrzymać się u Kirke albo ją wyminąć. Większość bohaterów następnych dwóch tysięcy lat wybierze drugie. Tym ciekawsi są ci, którzy zatrzymują się świadomie.
Plutarch i Gelli - neoplatoński dialog z Gryllosem
Najdziwniejszy renesans Kirke odbywa się w tekście, który dzisiaj zna głównie filologia klasyczna. Plutarch w Moraliach umieszcza krótki dialog zatytułowany Bruta animalia ratione uti - "Czy zwierzęta posługują się rozumem". Odyseusz prosi Kirke, by zwróciła ludzką postać towarzyszowi imieniem Gryllos, zamienionemu wcześniej w wieprza. Gryllos odmawia. Argumentuje, długo i precyzyjnie, że zwierzęta są moralnie czystsze od ludzi: nie prowadzą wojen z chciwości, nie kłamią, nie kalkulują. Plutarch zostawia dialog otwartym. Kirke nie komentuje.
Tysiąc czterysta lat później Giovanni Battista Gelli, florencki wełniarz i autotydak, sięga po ten szkielet i rozbudowuje go do dziesięciu dialogów. Jego La Circe ukazuje się w 1549 roku we Florencji i staje się jednym z bestsellerów europejskiego renesansu. Odyseusz po kolei prosi dziesięciu zamienionych w zwierzęta towarzyszy, by wrócili do ludzkiej postaci. Dziewięciu odmawia. Każdy ma inny powód: ostryga ceni bezruch, wąż wolność od próżności, koń odpoczynek od polityki. Tylko ostatni, słoń-filozof, zgadza się ? bo tylko człowiek może uprawiać kontemplację. Gelli przekłada Plutarcha na język włoskiego mieszczaństwa i robi z Kirke gospodynię, która prowadzi pierwsze w europejskim renesansie systematyczne porównanie kondycji zwierzęcej z ludzką.
La Circe Gellego znali i czytali Spinoza i Hobbes. Tekst funkcjonował też jako lektura uniwersytecka w Lejdzie i Padwie. Kirke w XVI wieku przestaje być ozdobą katalogu mitologicznego i staje się narzędziem filozoficznej dyskusji o tym, co znaczy "być człowiekiem". Renesans odkrywa, że zamiana w zwierzę nie musi być karą - może być wyborem.
Joyce - pharmakon staje się alkoholem
Najgwałtowniejsze przepisanie mitu nadchodzi w 1922 roku. James Joyce nadaje piętnastemu epizodowi Ulissesa tytuł "Circe" i pisze go w formie dramatu ? najdłuższy i najbardziej dezorientujący rozdział powieści. Akcja toczy się nocą w Nighttown, dzielnicy domów publicznych w Dublinie. Leopold Bloom i Stefan Dedalus wchodzą do zakładu prowadzonego przez Bellę Cohen. Halucynacje, transformacje, wynurzające się z podświadomości postaci. Bloom przez chwilę staje się kobietą, służącym, oskarżonym w sądzie, świnią. Pharmakon Kirke u Joyce'a to alkohol, lęk i tłumiona seksualność jednocześnie.
Joyce robi z mitu narzędzie krytyki rodzącej się psychoanalizy. Ulisses ukazuje się dwadzieścia lat po Objaśnianiu marzeń sennych Freuda i Joyce wie, że czytelnik zna freudowski słownik. Bella Cohen-Kirke nie zamienia gości w zwierzęta przez ziołowe wino - robi to przez alkohol, prostytucję i przepuszczanie ich własnych projekcji. Pharmakon przestaje być substancją zewnętrzną. Staje się tym, co bohater już ze sobą przyniósł i co Kirke tylko uwidacznia.
To radykalna zmiana. Od Homera przez Owidiusza i Gellego do Joyce'a Kirke była czymś, co przychodzi z zewnątrz: gospodynią, czarodziejką, panią ziół. U Joyce'a staje się funkcją wewnętrzną, lustrem. Bloom wychodzi z Nighttown odmieniony, ale nie dlatego, że ktoś dał mu eliksir. Wychodzi odmieniony, bo zobaczył siebie. Mit przeżywa kolejną rewolucję czytelniczą: Kirke nie czaruje, Kirke ujawnia.
Każdy z tych pisarzy dotyka tego samego problemu z innej strony: czy to, co działa na bohatera, przychodzi z zewnątrz, czy on przyniósł to ze sobą. Homer mówi: z zewnątrz, ale przez ucho. Owidiusz: z zewnątrz, ale przez zazdrość. Gelli: z zewnątrz, ale za zgodą. Joyce: nigdy nie było na zewnątrz.
Niszowa perfumeria czyta to samo pytanie
Współczesna perfumeria niszowa - ta, która nie dąży do uniwersalnej rozpoznawalności i nie projektuje zapachu pod sieci handlowe - od dawna posługuje się literaturą jako mapą inspiracji. Włoski dom Tiziana Terenzi, prowadzony przez rodzeństwo Paolo i Tizianę z San Severino Marche, w kolekcji Classica umieścił kompozycję, która świadomie wraca do homeryckiej intuicji: pierwsze, co działa, nie przechodzi przez wzrok.
Zapachowi Kirke nadano imię, które w europejskiej tradycji literackiej oznacza pętlę, skręcanie i głos przez ścianę. Otwarcie kompozycji jest zaskakująco jasne - owocowe, słodkie, wręcz niewinne. Marakuja, brzoskwinia i gruszka na początku brzmią jak letni ogród, malina i czarna porzeczka dorzucają cierpkość, ciepły piasek wprowadza pierwszy sygnał, że to nie jest tylko deser. W sercu pojawia się konwalia - kwiat, który w europejskiej symbolice oznacza powrót, ale chemicznie w naturze jest silnie toksyczny. Kompozycja sięga po tę dwuznaczność świadomie. Baza opiera się na heliotropie, drzewie sandałowym, wanilii, paczuli i piżmie - strukturze ciepłej, ziemnej, niemal narkotycznej, która utrzymuje się długo po zniknięciu nut otwierających.
Wariant 1.5 ml jest miniaturą formatu travel - pozwala sprawdzić, jak kompozycja zachowuje się na skórze przez kilka godzin, zanim zapadnie decyzja o większej buteleczce. To rozsądny próg wejścia do zapachu, który u różnych użytkowników rozwija się różnie i wymaga raczej cichego testowania niż jednorazowej próby na papierowym blotterze. Imię nie jest tu ozdobą. Kompozycja wykonuje gest, który wykonuje też mit: zaczyna od czegoś przyjaznego, prowadzi czytelnika głębiej, a głębiej okazuje się czymś innym, niż obiecywała powierzchnia.
Klamra ? dlaczego ten mit nie chce się skończyć
Kirke trwa w europejskiej wyobraźni nie dlatego, że jest złowroga. Trwa, bo każda epoka znajduje w niej inną wersję pytania, którego nie potrafi rozstrzygnąć. Homer pyta o słuch - czy decyzja podjęta na podstawie głosu jest wolna. Owidiusz pyta o zazdrość ? czy uczucie odrzucone musi się przekształcić w przemoc. Gelli pyta o wybór formy istnienia - czy bycie człowiekiem jest na pewno lepsze. Joyce pyta o lustro ? czy pharmakon jest substancją, czy projekcją. Współczesna perfumeria pyta o zmysł - czy rozpoznajemy zapach, zanim go nazwiemy.
To pytania, które nie wygasają, bo każde z nich jest pytaniem o granicę między biernością a sprawczością. Kirke zostaje, bo siedzi dokładnie na tej granicy i nie chce się przesunąć ani na jedną, ani na drugą stronę. Krogulec krąży, sznur się skręca, śpiew dochodzi przez ścianę. Reszta to literatura ostatnich dwudziestu ośmiu wieków, która próbuje opisać, co się dzieje, kiedy ktoś z drugiej strony tej ściany decyduje wejść.

Zarejestruj się
Zaloguj się















Redakcja telefon
Skrzynka alarmowa
Redakcja e-mail